Robimy to, co sami chcemy jeść
Pieczemy własny chleb. Mąkę zamawiamy w małym, sprawdzonym gospodarstwie na Mazurach — z ich zbóż, bez polepszaczy. Sami robimy też wędliny, przetwory i makarony. Wymaga to trochę zachodu, zwłaszcza między pracą zawodową a resztą życia. Ale bardzo nam z tym dobrze.
Z serowarnią jest podobnie. Robimy sery i nabiał, które sami chcemy mieć na stole i którymi chętnie dzielimy się z bliskimi. Ser lubimy podać do lampki wina, obok dojrzałych owoców, do dzielenia się przy rozmowie. A czasem po prostu z kromką dobrego chleba.
W serach dużo zależy od czasu. Mleko musi się ukwasić, twaróg odcieknąć, a krąg spokojnie dojrzeć. Przygotowanie naszych serków kwasowo-podpuszczkowych zajmuje prawie trzy doby. Podrudzki potrzebuje co najmniej ośmiu tygodni w dojrzewalni, inne sery — wielu miesięcy.
Mamy sprzęt, który pomaga pilnować temperatury i przebiegu pracy. Samo ukwaszanie, odciek i dojrzewanie zostawiamy jednak swojemu rytmowi. Właśnie podczas tych etapów powstają smak i konsystencja, na których nam zależy.
Przy naszym stole chętnie siadają też nasze córki ze swoimi partnerami. Domowe zapasy mają u nas spore powodzenie.
Takie jedzenie lubimy. I takie sami robimy!